poniedziałek, 17 marca 2014

Cava w Wawie!




Gdyby ktokolwiek zapytał się mnie co sądzę o naszej stolicy, jeszcze kilka dni temu mogłabym powiedzieć niewiele. Cała moja wiedza bazowała jedynie na stereotypach i domysłach na temat Warszawy. Oprócz tego kojarzyłam ją z automatu z moimi znajomymi, którzy tam studiują, uczą się lub po prostu mieszkają. Muszę przyznać, że nigdy wcześniej nie byłam w centralnej Polsce i aż wstyd mówić, ale moją pierwszą odwiedzoną stolicą był.. Berlin, a nie Warszawa. Przyjęło się, że powinniśmy najpierw poznawać swoje tereny, ale tym razem wyszło nieco odwrotnie. Odwiedzenie Warszawy zawsze miałam w planach, ale były to plany luźne i baaardzo odległe.
A wiec co się zmieniło? Dwa lata temu odkryliśmy z Nalciem Cavaliadę- czyli targi i zawody jeździeckie w jednym. Początkowo odwiedzaliśmy tylko Poznań, raz nawet byliśmy wolontariuszami- super przeżycie, polecam! Z czasem jednak zachcieliśmy i Warszawy. Próbowaliśmy dostać się do programu wolontariackiego- nici. Postanowiliśmy kupić bilet i mimo wszystko nie oglądać transmisji.
W sobotę, jeśli mnie pamięć nie myli, wstaliśmy aż po 4 rano! Dla mnie to środek nocy, ale warto było wyczołgać się z wyra o tej porze. Przebrnęliśmy przez deszczowy Poznań docierając w końcu na Dworzec Główny. Siedząc w TLKu i tak zdrzemnęłam się chwilę, bo chyba nie byłabym sobą gdybym nie przysnęła. Później graliśmy z Nalem w 10 pytań i w Podróżnika przy użyciu atlasu aż zawitaliśmy w Warszawie krótko po 9. 
Przywitał nas wiatr i Gryf. Kupiliśmy bilety komunikacji miejskiej i wsiedliśmy do metra! To było coś! Przez chwilę poczułam się jak małe dziecko, które dostaje nową zabawkę. Później skoczyliśmy do ksero wydrukować listy startowe i stamtąd już prosto na Torwar.
Tyle mi się podobało, tyle mam do powiedzenia, że aż nie wiem jak ubrać wszystko w słowa żeby to było zgrabnie napisane.. i żeby niczego nie pominąć!
Z racji tego, że Torwar jest mniejszy od Targów Poznańskich( w dodatku nie był zajęty przez targi w 100%), warszawska Cavaliada wydala nam się kameralniejsza. Trzeba przyznać, że było ciasno, zwłaszcza pomiędzy stoiskami targowymi. Jeśli chodzi o parkur było nieco lepiej. Przede wszystkim na biletach mieliśmy wydrukowane konkretne namiary na miejsce i nie było ryzyka, że ktoś nas podsiądzie. Sam program sobotniej Cavaliady był dość bogaty. Zobaczyliśmy kilka konkursów i pokazów jeździeckich, a wśród nich: Cavaliada Future, pokazy naturalnego treningu konia i najważniejsze, ukochane przez nasz Speed and Music! Zauważyliśmy też, że zaczynamy kojarzyć jeźdźców, konie i mamy już swoich ulubieńców. To bardzo pocieszające, biorąc pod uwagę to, że dwa lata temu byliśmy bardziej niż zieleni.
Mieliśmy w planach urwać się z Cavaliady i spotkać się Niciem i Shupem, ale okazało się, że nasze bilety stracą ważność jeśli opuścimy Torwar. Tak wiec zostaliśmy do końca. Żeby nie umrzeć z głodu poprosiliśmy Gryfa o małe zakupy, które odebraliśmy po Cavaliadzie. Jedzenie na targach było za drogie na nasze studenckie kieszenie.







2 komentarze: