Gdyby ktokolwiek zapytał się mnie co sądzę o naszej stolicy,
jeszcze kilka dni temu mogłabym powiedzieć niewiele. Cała moja wiedza bazowała
jedynie na stereotypach i domysłach na temat Warszawy. Oprócz tego kojarzyłam
ją z automatu z moimi znajomymi, którzy tam studiują, uczą się lub po prostu
mieszkają. Muszę przyznać, że nigdy wcześniej nie byłam w centralnej Polsce i
aż wstyd mówić, ale moją pierwszą odwiedzoną stolicą był.. Berlin, a nie
Warszawa. Przyjęło się, że powinniśmy najpierw poznawać swoje tereny, ale tym
razem wyszło nieco odwrotnie. Odwiedzenie Warszawy zawsze miałam w planach, ale
były to plany luźne i baaardzo odległe.
A wiec co się zmieniło? Dwa lata temu odkryliśmy z Nalciem
Cavaliadę- czyli targi i zawody jeździeckie w jednym. Początkowo odwiedzaliśmy
tylko Poznań, raz nawet byliśmy wolontariuszami- super przeżycie, polecam! Z
czasem jednak zachcieliśmy i Warszawy. Próbowaliśmy dostać się do programu
wolontariackiego- nici. Postanowiliśmy kupić bilet i mimo wszystko nie oglądać
transmisji.
W sobotę, jeśli mnie pamięć nie myli, wstaliśmy aż po 4
rano! Dla mnie to środek nocy, ale warto było wyczołgać się z wyra o tej porze.
Przebrnęliśmy przez deszczowy Poznań docierając w końcu na Dworzec Główny.
Siedząc w TLKu i tak zdrzemnęłam się chwilę, bo chyba nie byłabym sobą gdybym
nie przysnęła. Później graliśmy z Nalem w 10 pytań i w Podróżnika przy użyciu
atlasu aż zawitaliśmy w Warszawie krótko po 9.
Przywitał nas wiatr i Gryf. Kupiliśmy bilety komunikacji
miejskiej i wsiedliśmy do metra! To było coś! Przez chwilę poczułam się jak
małe dziecko, które dostaje nową zabawkę. Później skoczyliśmy do ksero
wydrukować listy startowe i stamtąd już prosto na Torwar.
Tyle mi się podobało, tyle mam do powiedzenia, że aż nie
wiem jak ubrać wszystko w słowa żeby to było zgrabnie napisane.. i żeby niczego
nie pominąć!
Z racji tego, że Torwar jest mniejszy od Targów Poznańskich(
w dodatku nie był zajęty przez targi w 100%), warszawska Cavaliada wydala nam
się kameralniejsza. Trzeba przyznać, że było ciasno, zwłaszcza pomiędzy
stoiskami targowymi. Jeśli chodzi o parkur było nieco lepiej. Przede wszystkim
na biletach mieliśmy wydrukowane konkretne namiary na miejsce i nie było
ryzyka, że ktoś nas podsiądzie. Sam program sobotniej Cavaliady był dość
bogaty. Zobaczyliśmy kilka konkursów i pokazów jeździeckich, a wśród nich:
Cavaliada Future, pokazy naturalnego treningu konia i najważniejsze, ukochane
przez nasz Speed and Music! Zauważyliśmy też, że zaczynamy kojarzyć jeźdźców,
konie i mamy już swoich ulubieńców. To bardzo pocieszające, biorąc pod uwagę
to, że dwa lata temu byliśmy bardziej niż zieleni.
Mieliśmy w planach urwać się z Cavaliady i spotkać się
Niciem i Shupem, ale okazało się, że nasze bilety stracą ważność jeśli opuścimy
Torwar. Tak wiec zostaliśmy do końca. Żeby nie umrzeć z głodu poprosiliśmy
Gryfa o małe zakupy, które odebraliśmy po Cavaliadzie. Jedzenie na targach było
za drogie na nasze studenckie kieszenie.






O matko! Super relacja! Świetnie, czekam na więcej. :D
OdpowiedzUsuńNa więcej relacji z Cavy? O:
Usuń