środa, 4 czerwca 2014

Czarny bez!

        Zaczęłam dzień od kolejnych łąkowych eksperymentów. Kilka dni temu uzbierałam sporo kwiatów koniczyny i wrzuciłam je na blaszkę do ususzenia. Pomyślałam, że skoro można z niej robić syrop czy lemoniadę można równie dobrze zrobić z niej herbatę. A wiec wzięłam kilka kwiatków i zalałam je wrzątkiem. Posmakowałam i fuuj, ohyda. Dodałam pokrzywy (bo pokrzywa z mięta jest taka mniam, to czemu miałaby nie być dobra z koniczyną? ), nadal okropne. Na końcu wrzuciłam z 2 łyżeczki cukru, ale i to nic nie dało. Wnioski: 
  • Coś źle zrobiłam. Może za mało kwiatów, a może były słabo ususzone. 
  • Możliwe, że koniczyna nie nadaje się do sporządzania herbaty.
  • A może współgra dobrze z jakimś innym ziółkiem i muszę to po prostu odkryć? 
  • A może z owocami jest lepsza? Np z cytryną albo mandarynką? 
  • Albo jest doskonałym dodatkiem do innych herbat.

           Porzuciwszy koniczynę wybrałam się po kwiaty bzu. Na szczęście nie musiałam daleko iść, bez rośnie dosłownie za płotem. To pocieszające biorąc pod uwagę stan mojej stopy( mały wypadek przy bieganiu). Postanowiłam wypróbować przepis na placki naleśnikowe z kwiatami bzu. Cała magia polega na tym, że macza się kiście bzu w gęstym naleśnikowym cieście i wrzuca na rozgrzaną patelnię z olejem. Łodygi ucina się przy samym placku a potem przewraca i podsmaża drugą stronę. I włala- pyszności gotowe.



          Przyznam, że musiałam je trochę dosładzać, bo samo ciasto z kwiatkami było trochę gorzkawe. Ale to chyba nie szkodzi, przecież naleśniki zwykle jada się z cukrem. Tak sobie myślę, że placuszki bzowe( a co nazwijmy je tak!) smakowałyby dobrze z jakąś konfiturą <3
 

           Chyba zmierzam trochę w kulinarną stronę. Albo może w kulinarno- zielarską. Wszystko to za sprawą Izyboli, która zaraziła mnie pasją do zieleniny i ziółek!

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Łąka na bis



Siedzę cały dzień w domu. Sprzątam, czytam i sprzątam. A co gdyby tak ugotować obiad? Całe szczęście mama się za to nie wzięła i dała mi wolną rękę. Postanowiłam przyrządzić dwie wersje obiadu. Jedną dla rodzinki, drugą- dla siebie. A dziś w moim jadłospisie było równie łąkowo!
Przeczytałam gdzieś przepis na pokrzywę a la szpinak. Brakowało mi kilku składników, głównie śmietany, a więc postanowiłam zmodyfikować przepis. Ot, odrobina szaleństwa! Pokrzywę umyłam i wrzuciłam na patelnie zalaną dwiema szklankami wody. Dodałam trochę posiekanej koniczyny, pokrojonej cienko marchewki i przypraw- głównie soli, pieprzu, gałki muszkatołowej(jak ona cudnie pasuje do pokrzywy!) i jakiejś przyprawy do grilla z czerwoną papryką. Całość poddusiłam, dolałam odrobinę wody i wsypałam ok 1,5 szklanki kaszy gryczanej. Na koniec dodałam pokrojonego pomidora i włala! <3
 
 

Udało mi się też zrobic syrop z babki lancetowatej. Faktycznie, trochę trawiasty! 

niedziela, 1 czerwca 2014

Herbs

Wybrałam się dziś na łąkę w poszukiwaniu ziółek. Wpierw chciałam zdobyć tylko i wyłącznie liście babki lancetowatej na syrop i do sosów, jednak na wszelki wypadek wzięłam 3 pojemniczki na liście, a nie tylko jeden. To było dobre posunięcie! Przy stawku nieopodal lasu znalazłam prawdziwe 'złoże' pokrzywy! Zerwałam cały pojemnik młodych liści i teraz będę dodawać jej do wszystkiego! Znalazłam też po drodze pełno kępek krwawnika( proszę, zacznij już kwitnąć!) i szczawiu, a więc wiem już gdzie szukać kolejnych ziółek w odpowiednim czasie <3 Zlokalizowałam też troszeczkę babki lancetowatej, tak jak chciałam. Było jej jednak strasznie mało, a podobno rośnie w dużych ilościach.

Z tej radości postanowiłam ugotować coś z zebranych listków. Wszystko oczywiście eksperymentalnie, bo wcześniej ziół nie łączyłam. Posiekałam pokrzywę, babkę lancetowatą, marchewkę i odrobinę mięty. Wrzuciłam całość do garnka z wodą, dodałam przypraw, a kiedy już się ugotowało zmiksowałam wszystko razem. Smakuje dobrze( coś, muszę jeszcze trochę popracować nad smakiem, ale nie było to w ostateczności złe), zwłaszcza z makaronem. Następnym razie będzie lepiej!