piątek, 21 marca 2014

Mark it 0rh+, dude!




      Wiosna nie próżnuje, wdziera się już wszędzie. Aż chce się żyć, a problemy nabierają nieco innych kształtów i gabarytów, niektóre nawet całkowicie znikają. Widziałam dziś stokrotki na trawniku przy uczelni. Były rozkwitnięte. Wczoraj zauważyłam przebiśniegi. Pomijając moje ostatnie bolączki jest ładnie i nie mam na co narzekać.
        Jestem już pewna, że będzie ciepło i przyjemnie. Założyłam dziś na siebie ciepły płaszcz, bo przecież o 5.40 na dworze będzie Sybir. I faktycznie, rano było zimno. Nie wzięłam jednak pod uwagę tego, że później będzie cieplej. Tak więc musiałam męczyć się z niewygodnym, dużym i ocieplanym płaszczyskiem.
       Coś mnie tknęło i postanowiłam w drodze z tańca na korepetycje przejść się parkiem. Na pierwszy rzut oka niby nic się nie działo. Po prawej grupka nastolatków trzaskających sobie zdjęcia, na placu zabaw wuchta dzieci, a alejki zapełniali seniorzy spacerujący z psami różnej maści. Naprawdę żałowałam, że nie mogę przysiąść na chwilę. Teraz wiem, że mogłam iść zupełnie inną drogą. Nie byłoby tak niecodziennie.
      Co dziwnego może przytrafić się w parku? Można spotkać dzieci- klasyka. Albo seniorów- banał. Ludzie spieszący się do pracy? Zwierzęta? Śmieci? To też normalne. A krew? No właśnie… Szłam chodnikiem na skraju parku i zobaczyłam czerwoną chustkę rzucona na bruk. Podniosłam ja używając czystej chusteczki i wyrzuciłam obie do śmieci. Zadowolona z siebie szłam dalej.. i dalej.. aż doszłam do kałuży krwi! Serio, płyty deptaka były czerwone! Stałam chwilę przyglądając się czerwoności z niedowierzaniem, a kiedy już uwierzyłam( widząc karetkę niedaleko) poczułam że żołądek podchodzi mi do gardła i jeśli szybko stamtąd nie pójdę sama mogę ugrzać miejsce w karetce.  
        Nie mam pojęcia co się stało, ale ślady krwi wskazywały na to, że ktoś dostał po twarzy i to mocno. Do tego karetka… Wyewakuowałam się stamtąd w tempie ekspresowym.  


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz